wtorek, 24 września 2013

Moja propozycja lakierów na jesień :)


Witam :) Jak dobrze wreszcie pisać post na bloga. Propozycja lakierów na jesień miała się pojawić wczoraj, ale życie płata figle i po prostu o tym zapomniałam. Szczerze mówiąc znudziły mi się już pastelowe i neonowe kolory, więc bardzo się cieszę, że teraz nadszedł czas na noszenie ciemnych paznokci. Wiem, że niektórzy nie kierują się porami roku, ale ja po prostu instynktownie wybieram w jesień i zimę ciemniejsze odcienie :)

Jakie odcienie Wy preferujecie na ten sezon?

W tym roku zdecydowanie będzie u mnie królowała czerwień, zieleń, fiolet i granat. Przez ostatni miesiąc na moich paznokciach gościł tylko lakier z OPI w ciemnym, ceglastym kolorze. Lakiery, których jeszcze nie widzieliście na moim blogu niedługo się pojawią. Oto moje propozycje:


Miss Sporty, nr 510- jeszcze nie miałam go na paznokciach, ale kolor jak najbardziej mi się podoba.
Revlon, Fashionista- Dla mnie idealna ciemna, zgniła zieleń. Na zdjęciu kolor wyszedł zdecydowanie jaśniej.
OPI, Skyfall- mam go cały czas na paznokciach, dla mnie hit tej jesieni.
Miyo, Mirage- Nie mogło oczywiście zabraknąć złota, tym razem sięgnęłam po Miyo.
Golden Rose, nr 16- piękny, soczysty granat, który możecie zobaczyć na moim blogu. Ta seria mnie zauroczyła.


Golden Rose, nr 286- jasna czerwień zawsze wygląda elegancko.
Catrice, After eight- piękna zieleń z drobinkami. Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się na paznokciach.
Golden Rose, nr 31- nowy nabytek kupiony z myślą o jesieni, uwielbiam fiolet.
Essence, Do you speak love?- na zdjęciu wyszedł zdecydowanie za jasno. Jest to po prostu ciemna czerwień, odrobinę wpadająca w bordo.
Wibo, nr 18- ciemny, wręcz czarny granat. Idealny na deszczowe dni.

czwartek, 19 września 2013

Push-up w tubce? Czyli serum od Eveline


cena: ok 15zł
Pojemność: 200ml
Dostępność: większość drogerii

Hej wszystkim! Ostatnio rzadziej tu jestem, ale uwierzcie mi, że mam ostatnio masę spraw do załatwienia. Do tego doszły problemy z telefonem, którym robiłam zdjęcia i szczerze mówiąc mały blogerski kryzys. To pewnie wpływ tej pogody, która niesamowicie mnie usypia i stres, który również daję mi o sobie znać.

Dzisiaj parę słów o kosmetyku do, którego byłam dość negatywnie nastawiona. Jak widzicie mowa tu o superskoncentrowanym serum modelującym biust. Obietnice efektu push-up zupełnie mnie nie przekonują. Swojego czasu szukałam jakiegoś kremu przeznaczonego do okolic biustu i wtedy właśnie w moje ręce wpadł ten produkt. Do jego zakupu szczerze mówiąc przekonał mnie również znak, na tyle opakowania oznajmiający, że kosmetyk ten nie był testowany na zwierzętach.
Serum zamknięte jest w różowej tubce, na której opakowaniu znajdziemy mnóstwo obietnic producenta. Produkt ma bardzo przyjemną konsystencję, łatwo się rozprowadza. Tutaj muszę się przyznać, że jestem szczerze zakochana w tym zapachu. Pewnie przy którejś tubce mi się znudzi, ale teraz z czystą przyjemnością go używam. Kosmetyk nie zostawia klejącej się warstwy, więc po jakiś 5-10 minutach ze spokojem można założyć biustonosz. 
 Jak z działaniem? Efektu push-up oczywiście się nie doczekałam. Tak samo jak większego "o około 2cm" biustu. Pomimo tego polubiłam się z tym serum. Używam go codziennie, rano i wieczorem. Już po jakiś dwóch tygodniach zauważyłam wyraźną poprawę kondycji mojej skóry w tych rejonach. Stała się bardziej elastyczna, a sam biust odnoszę wielkie wrażenie, że stał się ujędrniony. Na to na pewno wielki wpływ ma to wmasowywanie kosmetyku, które polepsza krążenie krwi. Bardzo dobrze, że producent wspomina o tym by nie używam go podczas ciąży i karmienia piersią. 
Podsumowując jestem zadowolona z tego kosmetyku. Na pewno do niego powrócę w przyszłości. Co prawda producent dość mocno popłynął z obietnicami, ale tak jest z większością produktów na rynku. Zamierzam jeszcze wypróbować balsam z Tołpy.
Co myślicie o tym kosmetyku? :)






poniedziałek, 16 września 2013

Co nieco o słynnym Seche Vite


Cena: ok 25zł
Pojemność: 14ml
Dostępność: Internet

Hej wszystkim! Dzisiaj siedzę po prostu zawinięta w koc i z ciepłą herbatą u boku. Czy u Was też zrobiło się tak przeraźliwie zimno? Jeszcze tydzień temu było gorąco. Nie dla mnie takie gwałtowne zmiany temperatur. O Seche Vite jest już całkiem sporo recenzji w Internecie, ale i ja chcę dodać swoje trzy grosze. Szczerze mówiąc z tą buteleczką mam relację love&hate.
Produkt możemy dostać tylko w Internecie, więc z dostępnością jest dość kiepsko. Zazwyczaj dołączam go do jakiegoś zamówienia, bo gdybym miałam tylko go kupić to z przesyłką średnio to wychodzi. 
Po pierwszych 10 użyciach byłam w nim totalnie zakochana. Lakier błyszczy na paznokciach jakbym nosiła tipsy, po 5 minutach mogę już całkowicie poświęcić się czemuś innemu, bez obawy o odciski. Niestety po pewnym czasie Seche niesamowicie zgęstniał. Zrobił się z niego tzw glut. Szczerze mówiąc tym mnie niesamowicie zawiódł. Przez jego konsystencje trudniej nakładało się go na lakier i wtedy pojawił się kolejny, znaczący problem. Słynny Seche zaczął "kurczyć, ściągać" lakier. Niestety nie udało mi się uchwycić tego efektu na zdjęciach, ale uwierzcie mi na słowo- wygląda paskudnie. 
Wtedy do mojego koszyka z Internetowymi zakupach wpadł Seche Restore (o którym będzie osobny post). Fakt faktem, że uratował konsystencję, jednak nie o to chodzi by co chwilę rozcieńczać top coat. Gdyby nie ten aspekt- Seche byłby moim ideałem. Już nawet ten smród mi nie przeszkadza.
Osobiście zamierzam wypróbować top coat z Sally Hansen i Poshe. 
Co Wy myślicie o Seche Vite? :)


sobota, 14 września 2013

Cukrowy peeling od Farmony (brzoskwinia, mango)

\
Cena: ok 15zł
Pojemność: 300g
Dostępność: Rossmann,Natura

Hej wszystkim! Nie wiem jak u Was, ale u mnie jesień już całkowicie widać za oknem. Całą noc padało, teraz również. Pogoda niestety przypomina o tym, że lato już za nami. Choć ja bardzo lubię tę porę roku, Halloween (szkoda, że u nas nie jest obchodzone) i przepiękne kolory drzew. 
Dzisiaj parę słów o peelingu od Farmony, o którym wypowiedziałam się niepochlebnie i który wywołał Wasze oburzenie. Już na wstępie powiem, że zdania nie zmieniłam. Nie wiem w czym rzecz, ale mnie po prostu ten produkt nie odpowiada pod wieloma aspektami, choć cieszę się, iż ma on tyle fanek.
Samo opakowanie cieszy oko. Pomarańczowo-czarny design. Niestety ma ono swój wielki minus. Już po dwóch użyciach pod prysznicem, plakietki z napisami zaczęły nieestetycznie odstawać. Po kolejnym prysznicu całkowicie odpadły. Nie wyglądało to ładnie i wcześniej nie zdarzało mi się to z opakowaniami peelingów.
Gdy zobaczyłam jak ten produkt wygląda w środku to liczyłam na jakiś cudowny zapach. Tutaj właśnie spora część osób z Was się ze mną nie zgadza :) Dla mnie po prostu pachnie on nieładnie. Bardzo i to bardzo chemicznie, gdzie tu jest naturalna brzoskwinia, czy mango? To jest aspekt, który przeważył nad tym, że na pewno już do niego nie powrócę. Zapach ma być przyjemnym dodatkiem, tutaj on mnie odpycha.
Kolejną rzeczą jest oczywiście działanie. Muszę przyznać, że ten peeling jest dość mocny, czyli taki jak lubię. Dobrze sobie radził z martwym naskórkiem. Niestety parafina pierwsza w składzie daje się we znaki. Na koniec zmywamy  z siebie jasną warstwę i mamy efekt "nawilżenia" skóry. Mój poprzedni peeling również miał parafinę, ale nie była ona tak uciążliwa.
Podsumowując u mnie się on po prostu nie sprawdził. Nie powrócę do niego i bardzo zawiodłam się na zapachu, ponieważ Farmona ma produkty, które zazwyczaj pachną obłędnie.






czwartek, 12 września 2013

Mus do ciała z zieloną herbatą (Perfecta)


Hej wszystkim! Nawet nie wiecie jak się stęskniłam za blogowaniem. Nad morzem spędziłam cudowny czas, ale niestety tamtejszy Internet nie pozwolił mi na systematyczne dodawanie postów. Wreszcie powracam z nowymi postami :) 

Cena: ok 10-15zł
Dostępność: większość drogerii
Pojemność: 250ml

Wiecie jak uwielbiam zapach zielonej herbaty w kosmetykach. Mam mgiełki zapachowe, szampon i teraz do mojej skromnej kolekcji doszedł mus do ciała. Nie mogłam się powstrzymać i podczas zakupów w Lidlu kupiłam go za mniej niż 10zł. Z czystą przyjemnością zabrałam go na swoje wakacje.
Jak dla mnie większość opakowań musów i maseł z Perfecty czy też z Farmony mają cudowne opakowania. Dla kogoś kto jest wzrokowcem, takie plastikowe pudełeczko sprawia, że aż chce się go używać. Trochę nie rozumiem dlaczego na zakrętce jest napis, iż jest to pojemność XL, skoro to jest standardowa pojemność. 
Jako fanka zielonej herbaty wręcz rozpływam się przy tym zapachu. Jest to jeden z najlepiej pachnących kosmetyków jakie miałam przyjemność używać. Woń jest delikatna, nienachalna dzięki czemu szybko się nam nie znudzi. Mój M. wręcz zakochał się w tym zapachu. Jest naprawdę bardzo orzeźwiający i świetnie sprawdził się na wakacjach, gdzie słońce jednak momentami mocno grzało, a nogi były wysuszone.
Kolor jak możecie zauważyć ma jasno zielony. Całkiem przyjemny. Konsystencja również mnie zadowala, choć nie jestem pewna czy tak sobie wyobrażałam mus :) Dobrze się rozprowadza i nie mam w rezultacie żadnych zastrzeżeń co do tego produktu. Jedynie mogę ostrzec posiadaczki długich paznokci, że takie opakowanie wcale nie jest wygodne, ale też nie sprawia sporego kłopotu. Nawilża powiedziałabym, że standardowo. Efekt utrzymuje się jeden dzień.
Podsumowując jestem zachwycona tym musem. Jestem pewna, że do niego powrócę, bo zapach ma po prostu dla mnie obłędny :) 





poniedziałek, 9 września 2013

Z serii: Unikać szerokim łukiem. Dwufazówka od Nivea


Cena: ok 10zł
Pojemność: 125ml
Dostępność: większość drogerii

Hej wszystkim! Dzisiaj parę słów o produkcie, który z czystego serca radzę Wam unikać. Zazwyczaj rzadko zdarza mi się natrafić na kosmetyk, który aż tak mi podpadnie i z którym nie będę miała co zrobić. Kiedy kupiłam w Biedronce płyn dwufazowy z Nivea pomyślałam, że pewnie się u mnie sprawdzi. W końcu sam producent mówi, że jest to produkt do delikatnych okolic oczu. Tak bardzo się myliłam..
Pierwszy minus to dość wysoka cena w większości drogerii za taką pojemność produktu. W niektórych widziałam go nawet za 15zł. Cena z kosmosu. Po drugie trzeba było bardzo mocno nic potrząsnąć, żeby obie fazy się wymieszały. Gdy się to zrobiły one dosłownie po chwili się oddzielały i trzeba było powtarzać czynność co była jakby nie powiedzieć- po prostu denerwujące. Po trzecie i najważniejsze. Producent mówi tutaj o delikatnych okolicach oczu. Więc dlaczego ten płyn tak strasznie szczypie? Miałam do niego kilka podejść i za każdym razem kończyło się łzami i piekącymi oczami. Bardzo się zawiodłam i ostrzegam Was przed nim. No i po czwarte- produkt słabo radzi sobie ze zmywaniem tuszu do rzęs. Na opakowaniu piszę: " usuwa nawet najbardziej wodoodporny tusz". Też mi coś.
Nie mam pojęcia do czego innego mogłabym użyć ten produkt, więc po prostu wyląduje on w koszu na śmieci. Nie mam ochoty drażnić swoich oczu. Szczerze Wam odradzam ten produkt.
Jakie są Wasze odczucia?

Ps Mam tutaj problem z Internetem, ale na dniach powroce z regularnymi postami. Przesyłam słoneczne buziaki :-)



wtorek, 3 września 2013

Łupy/Zakupy sierpnia :)


Hej wszystkim! Dzisiaj przychodzę do Was z postem na temat tego co przybyło w miesiącu sierpniu. Sporo tego, jednak parę produktów dostałam nie kupiłam. Pod koniec września z wyczekiwaniem będę wypatrywać nowych limitowanek Essence i Catrcie. Mam nadzieję, że wtedy zaopatrzę się w coś z czego będę bardzo zadowolona. W tym miesiącu zdecydowanie jestem zachwycona olejkiem z Nuxe, no i oczywiście lakierami :)
Co Wam przybyło?


Ponieważ kończy mi się tonik z AA, postanowiłam kupić produkt, który Wy mi polecałyście. Póki co podoba mi się zapach. Pierwsze testy przede mną. Kolejną rzeczą jest żel pod prysznic z Nivea. Akurat ich żele bardzo lubię, mają świetną konsystencje. Ten osobnik jest ze mną nad morzem :) Serum z Eveline, czyli łup Biedronkowy. Po powrocie wezmę się za systematyczne używanie go. No i mgiełka z Avonu, która miała ładnie pachnieć, a pachnie mocno średnio.


Kolejny zakup z Biedronki. Był tani, więc jeżeli u mnie się nie sprawdzi to nie będę bardzo ubolewać. Oczywiście wzięłam wersję do skóry suchej i bardzo suchej. Kolejnym produktem jest mus do ciała, który kupiłam w Lidlu. Uwielbiam zieloną herbatę w kosmetykach, więc musiał być mój. No i prezent od mojej kochanej mamy- olejek z Nuxe. Używam go na suche łokcie i dodaje do moich wywarów, które potem stosuje na twarz dla złagodzenia zmian łuszczycowych.


Wybaczcie mi. Nie byłabym sobą gdybym nie przygarnęła tych lakierów. Jestem nimi zachwycona. Pierwszy od lewej to Essence- absolutely blue. Kolor całkowicie mnie ujął. Jest przepiękny. Kolejnym lakierem jest Golden Rose 104. Dobrze kryjąca biel jest zawsze potrzebna. Widzicie tu również prezenty od mojego M. Bardzo polubiłam się z tą serią i przekonałam się do grubych pędzelków. Wybrałam kolory jesienne czyli- 31 i 11. Na pewno pokaże Wam je na blogu.


Domowe SPA dla stóp. Na pewno wypróbuje po powrocie i dam Wam znać jak się sprawdziło. Następnie peeling dronboziarnisty z Perfecty. Mam wrażenie, że ktoś go polecał na blogu. W Biedronce dorwałam kolejne masełko Nivea. Jednak najlepszy zapach ma malina. No i gratisowa pomadka Bebe, którą dostałam z okazji otwarcia nowej drogerii Rossmann.


Zmywacz borówkowy z płatkach. Póki co pierwsze wrażenie jak najbardziej na nie. Zobaczymy co dalej. Zaopatrzyłam się również w dwie wersje dezodorantu w chusteczce. Zdecydowanie ładniej pachnie różowa wersja :) No i serum do rzęs z L'biotica. Pod tusz spisuje się świetnie.


Tutaj widzicie moją nagrodę, którą zgarnęłam na blogu Asi- KLIK. Produkty te pochodzą ze strony igruszka.pl i jestem bardzo szczęśliwa, że je wygrałam. Maskarę dostałam gratis i czeka na swoją kolej, a fioletowa paletka? Będzie idealna na jesień!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...